niedziela, 4 lipca 2010

Metalem po uszach...

Ostatnimi czasy zapomniałem nasmarować coś o muzyce, a odkryłem kilka mniej lub bardziej genialnych kapel... Przedstawię tu poniżej albumy, które wywarły na mnie ostatnio, największe (pozytywne) wrażenie:

1. The Sign of the Southern Cross - ...Of Mountains and Moonshine

Nigdy nie sądziłem, że jakaś kapela jest w stanie kontynuować to zaczęła Pantera. Kapela Sign of the Southern Cross robi to i jako jedyna nie robi obciachu. Widać, że ich wzorcem jest również stoner (Down, Corrosion of Conformity), jak i kapele pokroju Superjoint Ritual, czyli miks wszystkiego co uwielbiam. Jednak najwięcej czerpią z Pantery, a dokładniej okresu z "The Great Southern Trendkill", czyli mojego ulubionego albumu. Zalecam posłuchać: "South is Rising", "Scry" i "Eating the Sun". Czekam na kolejny album...

2. Lamb of God - Ashes of the Wake

LoG zawsze wydawało mi się kolejnym 'screamo' dla amerykańskich dzieciaków jeżdżących na desce. Jakże wielce się myliłem. Wokal jest jednym z lepszych jakie ostatnio słyszałem i nie ma tutaj melodyjnych przyśpiewek, co jest dosyć irytujące nowych metalowych kapelach. Gitary mają niezłe, mięsiste brzmienie. Nie ograniczają się do tylko szybkiej, rytmicznej jazdy, potrafią też całkiem miło przyklimacić.

3. Airbourne - Runnin' Wild

Gdy tych panów pierwszy raz usłyszałem, pomyślałem "WTF". Panowie są z Australii, czyli z kraju z którego pochodzi ponadczasowa kapela jaką jest AC/DC. Tak tak, Airbourne nie stara się być oryginalnym i gra jak na AC/DC przystało. Gitary, bębny, ogólna motoryka utworów to istne "AntiChrist/Devil'sChild", nawet wokalnie jest łudząco podobnie. Jak dla mnie godni następcy braci Young i reszty ekipy.

0 komentarze: